ICD-11 zlikwidowała katalog typów osobowości. Zamiast dziesięciu kategorii mamy ocenę stopnia nasilenia (trudności osobowościowe, zaburzenie łagodne, umiarkowane, ciężkie) oraz opcjonalny opis przez pięć cech wyróżniających: negatywną afektywność, izolację, dyssocjalność, odhamowanie i anankastyczność. Zachowano jeden wzorzec — borderline — jako kwalifikator, ze względów praktycznych.
To nie jest zmiana kosmetyczna. Kategoria nasilenia jest wskaźnikiem, który ma najsilniejszy związek z rokowaniem i z intensywnością potrzebnych oddziaływań, a system typów przez lata generował rozpoznania mieszane, których nikt nie potrafił przełożyć na plan leczenia. Nowy model wymaga jednak innego wywiadu i innego sposobu pisania wniosków.
Szkolenie uczy trzech rzeczy. Po pierwsze — jak ocenić nasilenie: przez zakres i sztywność zaburzenia funkcjonowania self (tożsamość, samoocena, kierowanie sobą) oraz relacji interpersonalnych, a nie przez liczbę objawów. Po drugie — jak zebrać dane o stabilności wzorca w czasie, co jest warunkiem rozpoznania i najczęściej pomijaną częścią wywiadu. Po trzecie — jak odróżnić trwały wzorzec od obrazu stanu: epizodu depresyjnego, złożonego PTSD, ADHD u dorosłych, uzależnienia i spektrum autyzmu, które w gabinecie regularnie bywają brane za osobowość.
Osobno omawiamy język, jakim o tym piszemy i mówimy — bo rozpoznanie zaburzenia osobowości niesie w polskim systemie opieki realne konsekwencje dla sposobu traktowania pacjenta, a nietrafnie postawione bywa trudne do usunięcia z dokumentacji.
Podstawą są kryteria ICD-11 i literatura dotycząca wymiarowych modeli osobowości.